Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśl i Pamięć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myśl i Pamięć. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 stycznia 2018

Od Huginna i Muninna (CD Ekateriny) - Strzępy odpowiedzi

        Centaurzyca dreptała w miejscu, przechodząc kilka metrów tam i z powrotem, jakby chciała pobiec w stronę zawalonego budynku, ale równocześnie nie miała zielonego pojęcia, po co w ogóle miałaby to robić. Cisi nie mogli pozostać bezczynni. Jakkolwiek nieempatyczni i samolubni bywali, ich zadanie w tym mieście nigdy nie miało swojego końca. Ptaki wzbiły się do lotu i zaczęły krążyć nisko nad Ekateriną, by mogła je usłyszeć.
    - To piwnica - zakrakał Myśl, zwracając na siebie jej uwagę. - Kamienna.
    - Grobowca nie przypomina w żadnym stopniu - dodał Pamięć.
    - Zwykłe drewno to za mało! - Huginn zanurkował gwałtownie w stronę budynku. Muninn poleciał za nim.
    Strażniczka tym razem ruszyła za nimi bez cienia wahania. Spodziewała się, że wlecą w rumowisko, ale kruki skręciły gwałtownie i usiadły na kamiennej krawędzi doku, blisko schodków prowadzących na dół. Kata podbiegła do nich, nie do końca rozumiejąc o co im chodzi.
    - Gdzie jest wejście, tam i wyjście - wyjaśnił niejako jeden z nich, ciężko stwierdzić, który dokładnie, po czym wskazał dziobem piaszczyste dno przebijające przez cienką warstwę wody po odpływie.
    Ich zmartwiona już do granic możliwości towarzyszka zrozumiała przekaz i zeszła ostrożnie po schodkach na dół. Dok był na tyle wysoki, by nad jego krawędzią wystawała część jej czoła. Muł i woda sięgająca człowiekowi kolana zdecydowanie nie pozwalały na szybki krok, ale nie było to na tyle niebezpieczne, by centaur miał sobie w tym nie poradzić. Ekaterina już miała zapytać, co teraz, gdy dostrzegła przed sobą w wygładzonych przez wodę fundamentach wyrwę rozmiaru drzwi. Do wnętrza leniwie wlewała się woda.
    - Piwnica... - mruknęła do siebie i ruszyła w kierunku wejścia, czy też (jak słusznie sądziły kruki) wyjścia.
    Sufit był zdecydowanie za nisko jak na centaura, ale zdeterminowana Kata bez sprzeciwu zgarbiła się pochyliła głowę na bok tak, by móc wejść i równocześnie nadal patrzeć przed siebie. Wnętrze nie było oświetlone w żaden sposób, a na stalszym nieco gruncie nadal chlupotała warstwa wody. Ktokolwiek korzystał z tego wyjścia, musiał to robić podczas odpływów - w innych porach dnia korytarz pewnie był zalany aż po strop. Widoczność kończyła się na ścianie zakrętu, dalej trzeba było iść wgłąb po omacku. Zaintrygowana odkryciem Ekaterina nagle poczuła, że coś usiadło jej na zadzie. Sapnęła i odruchowo wierzgnęła lekko tylnymi nogami zaskoczona. W odpowiedzi otrzymała oburzony skrzek w akompaniamencie gwałtownego szelestu piór. Obejrzała się do tyłu na tyle, na ile mogła: na jej końskim grzbiecie usiedli Huginn i Muninn.
    - Ciasna przestrzeń. Zła dla skrzydeł - marudził pierwszy, starając się jakoś usprawiedliwić ich zachowanie.
    Strażniczka tylko westchnęła i ruszyła dalej. W pewnym momencie usłyszała przed sobą ludzkie stęknięcie i wymamrotane pod nosem przekleństwo. Kata przyspieszyła kroku na tyle na ile mogła.
    - Rauer?! - zawołała. Jej głos odbił się od ścian, uderzając w uszy.
    - Tutaj! - odpowiedział strażnik, ku jej niesamowitej uldze.
    Leżał właściwie tuż za kolejnym zakrętem. Centaurzyca, przyzwyczajona już nieco bardziej do ciemności, dostrzegła jego niewyraźną sylwetkę na ziemi. Noga Rauera ugrzęzła pod belką z częściowo zawalonego sufitu. Część tunelu przebiegająca pod centrum budynku została doszczętnie zasypana zbutwiałym drewnem, ale strażnik zdołał uciec przed zasadzką.
    - Czekaj, pomogę ci! - Kata przesunęła belkę, uwalniając nogę przyjaciela, po czym pomogła mu podnieść się na nogi. Rauer przewiesił rękę przez jej grzbiet i posłał dziewczynie wdzięczny uśmiech.
    - To miejsce to jedna, wielka, przeklęta pułapka - stwierdził.
    - No co ty nie powiesz? - Ekaterina spróbowała przejść tyłem do zakrętu. Tam mężczyzna na chwilę oparł się o ścianę, a centaurzyca z trudem obróciła się, ocierając boki o kamień. Syknęła lekko i kiwnęła głową w stronę wyjścia. - Wyjdźmy stąd jak najszybciej. Tu jest zdecydowanie za ciasno.
    - No co ty nie...
    - Ani. Słowa. Więcej.
    Rauer parsknął śmiechem mimo bólu przeszywającego złamaną kończynę. Oparł się z powrotem o jej bok i powoli ruszyli w stronę wyjścia, nie odzywając się już więcej. Tylko raz w ciszy zabrzęczał nieco głośniej naramiennik strażnika, gdy Muninn jakby z nudów trącił go dziobem.

        Ekaterina stała niedaleko drzwi infirmerii i obracała przed oczami strzępkiem materiału. Był brudny od mułu, ale po dokładniejszym opłukaniu dało się dostrzec oryginalną barwę. I to nie byle jaką - wyjątkowo drogi, intensywny odcień, nie bez powodu nazywany ,,królewską czerwienią". Jego krawędź była wyszyta złotymi nićmi.
    - Rauer znalazł go w tunelu - powiedziała do kruków. Ptaki wolały nie wlatywać za nią i jej rannym towarzyszem do wnętrza budynku, więc nie były też świadkami ich rozmowy. Nie miały zresztą po co ich szpiegować, całkowicie pewni, że strażniczka w zaufaniu i tak podzieli się z nimi tym, czego się dowie od Rauera.
    - W pośpiechu był - mruknął Huginn, wyciągając z parapetu łeb, jakby chciał powąchać dowód niczym pies.
    - No i tunika podarta - dodał Muninn, kręcąc głową. - Co za niechlujstwo. Szkoda ubrania.
    - Tunika? - Kata zmięła strzępek w palcach. - Dziwny materiał... za gruby jak na tunikę... koszuli też nie przypomina...
    - A mundur? - Myśl przekręcił łebek na bok.
    - Mundur? - centaurzyca zamyśliła się. - Mundury noszą tylko strażnicy miejscy, ale ciemnoszare. I są mocne, nie przedzierają się od byle czego.
    - Nie wszystkie mundury są dobrej jakości. To zależy od krawca - zauważył Pamięć. - A czerwień jeszcze nie wyszła z królewskiej mo...
    - ,,Królewska czerwień"! - przerwała mu Kata. - Gwardia Królewska nosi czerwień i złoto... ale to przecież nie ma sensu.
    - Dlaczego, kochana? - zapytał Huginn. - Wszystko ma sens, dopóki nie znajdziesz argumentów mówiących inaczej.
    - Co królewski gwardzista robiłby w dokach, zastawiając pułapkę na oddział straży konnej? - zastanawiała się na głos. - Nawet zostawianie fałszywych dowodów nie ma najmniejszego sensu, bo nikt by nie uwierzył, że ktoś stojący tak wysoko w hierarchii służb Fortheimu miałby w tym jakiś cel.
    - Cóż... chyba znamy kogoś, kto mógłby przynajmniej potwierdzić lub zaprzeczyć, że ten skrawek to fragment munduru gwardzisty - stwierdził kruk.
    Centaurzyca wierciła jedyny dowód wzrokiem, jakby liczyła, iż w ten sposób zmusi martwy przedmiot do zwierzeń. W końcu westchnęła cicho.
    - Chyba lepszy fragment informacji niż nic... - spojrzała na Cichych. - Kto to taki?
    - Powinnaś chyba znać Białopiórego - odpowiedział Muninn. - Szermierz o jednym skrzydle.
    - Trenuje przyszłych gwardzistów w szermierce - dodał Huginn. - I ma dobrą pamięć. Jeśli to faktycznie fragment munduru, powinien go poznać choćby i po wzorach na krawędzi.
    - Akhme - kobieta kiwnęła głową potakująco. - Przynajmniej ze znalezieniem jego nie będzie problemu. O tej porze trwają ćwiczenia na placu treningowym przed starą Szkołą Rycerską.
    - To na co czekamy? - Myśl podskakiwał nerwowo w miejscu. Pamięć jak zwykle siedział trochę spokojniej.

Ekaterina? Idziem po Red, bo coś się rozleniwiła. No i pomysłów brakuje > <

sobota, 23 września 2017

Od Huginna i Muninna (CD Ekateriny) - Żyłka, lampa, proch...



        - Wchodzą - stwierdziła Myśl. - Odważni ci ludzie.
    - Centaur ich prowadzi - zauważyła Pamięć, podskakując po dachówkach w stronę towarzysza. Poślizgnięcie się w takiej sytuacji byłoby dla boskiego posłańca niemałym wstydem, toteż w duchu dziękowała za wprawę w poruszaniu się po mieście. - A centaurom odwagi nie brakuje.
  - Ciekawe, jak z inteligencją.
  - Myśli, ile znasz centaurów mieszkających w Fortheimie? - ton Pamięci nabrał karcącej barwy. - Bo tej jednej nie osądziłabym o nic podobnego.
  - Bo nie masz porównania. Jak sama zwróciłaś uwagę, centaurów tutaj jak na lekarstwo - odgryzła się pierwsza.
  Do południa były może dwie godziny. Albo trzy? Żaden z nich nie był dobry w obliczaniu ludzkiego czasu. Mieli dzień i noc, a oba stany dzieliły się na mniejsze fragmenty. W każdym razie, w dokach praca trwała już od świtania, więc mała akcja straży fortheimskiej nie mogła ujść niezauważona. Zwłaszcza czujnym oczom Cichych Obserwatorów. Strażnicy, z centaurzycą Ekateriną na czele, zniknęli w środku starego budynku, wydającego się chwiać przy porywach wiatru. Na zewnątrz na ulicy czekali pozostali, pilnując koni towarzyszy. Zwierzęta ze zdenerwowaniem gryzły wędzidła. Przechodzący co jakiś czas ludzie oglądali się za całym zamieszaniem, niektórzy nawet pytali co się dzieje, ale nie zostawali długo. Mieli ważniejsze rzeczy do roboty - ładunki, rozładunki, coś kupić, coś sprzedać. Pamięć napuszył pióra i zamachał niecierpliwie skrzydłami.
  - Zamierzamy im powiedzieć? - zapytał Huginna.
  Czerwonooki też nie umiał usiedzieć w miejscu i okazywał to nawet bardziej niż brat. Wtedy dostrzegli ciemną postać, zbyt ciemną jak na pokazywanie się w świetle dziennym, przemykającą wzdłuż kamiennej krawędzi doku. Tuż poza zasięgiem wzroku strażników.
  - M u s i m y  im powiedzieć, Pamięci - odpowiedział i przycupnął rozkładając skrzydła.
  Kruki poderwały się do lotu niemal równocześnie. Gdy tylko opuściły swój dach, na rynnie natychmiast osiadły speszone gołębie, rade z faktu, że to coś, co przypominało ich dalekich kuzynów, w końcu sobie poszło.
  Huginn poszybował nad ulicą, by po chwili przeciąć powietrze, gwałtownie zniżając lot. Muninn podążał w ślad za nim. Przelecieli wzdłuż przegniłych, drewnianych ścian, aż Myśl dostrzegł dziurę pod dachem. Zanurkowali, dociskając skrzydła do boków i wślizgnęli się jeden po drugim przez wąski otwór, w środku od razu wyhamowując. Wylądowali na podtrzymującej dach poprzecznej belce, rozglądając się za nieświadomą zagrożenia grupą strażników.
  Pomieszczenie musiało być kiedyś magazynem i to piętrowym. Poddasze zajmowało tylko połowę dostępnej powierzchni, wyglądało więc bardziej jak balkon podtrzymywany przez ogryzione słupy. Stojące na jego krawędzi ramię dźwiga kiwało się niepewnie, jakby zaraz miało runąć w dół. Kruki były pewne, że gdyby ktoś był na tyle głupi, by próbować z niego jeszcze skorzystać, ściągnąłby w dół całe piętro, zasypując stary magazyn przegniłym drewnem. W magazynie, poza ,,przedsionkiem" i tym pomieszczeniem, było jeszcze jedno, do którego prowadziło szerokie na dwa konie przejście pozbawione drzwi. Na wprost głównego wejścia.
  Strażnicy byli już w środku, ostrożnie mijając niepewne kolumny. Nie chcieli się potknąć na którejś z leżących na podłodze bezpańskich desek lub nadepnąć na zardzewiały gwóźdź (jakkolwiek dobre by ich obuwie nie było). Co jednak ważniejsze, szukali wzrokiem czegokolwiek mogącego zdradzić, że w pobliżu czaiły się jakiekolwiek istoty żywe o niedobrych zamiarach.
  - Nie szukają tego, czego powinni - skomentował Huginn.
  - To tam zejdź i im to powiedz - zaproponował Muninn.
  - Chyba nie ma innego wyjścia...
  Huginn zleciał na dół jako pierwszy, lądując z łopotem skrzydeł na dźwigu. Drewniane ramię zachybotało się i zawisło niemal poziomo nad ziemią. Szelest piór, zaskoczone kraknięcie i odgłos osuwającego się dźwigu sprawiły, że wszyscy na dole jak jeden mąż unieśli broń, odwracając się w jego stronę, a kilku cofnęło się o krok do tyłu. Widząc kruka, wyszeptali kilka przekleństw i uspokoili się.
  - To tylko jakieś ptaszysko - rzucił jeden z ludzi na przedzie.
  Ekateriny wcale to nie uspokoiło. Popatrzyła jeszcze chwilę na Myśl oraz lądującego obok Pamięć. Cisi już wiedzieli, że ich przejrzała, ale nadal nie była pewna, czym są. Dzięki niej jednak mieli szansę pomóc, bo nikt inny nie zechce słuchać. Huginn wykorzystał fakt, że centaurzyca została kilka metrów z tyłu, wciąż na niego patrząc. Uniósł lekko skrzydła i zakrakał, wskazując dziobem w stronę przejścia, do którego zbliżali się towarzysze Ekateriny. Dziewczyna szybko pojęła, że wcale nie ma przywidzeń.
  - Stójcie! - zawołała do reszty.
  Mężczyźni zatrzymali się, oglądając w jej stronę.
  - Co jest? - zapytał ten na przedzie. O ile ptaki zupełnie go nie przejęły, o tyle niepokój Katy udzielił się także jemu.
  - Nie wchodźcie tam - rzuciła centaurzyca, przechodząc między nimi.
  Nie wiedziała, czy dobrze robi ufając parze kruków. Nikt nigdy nie wiedział, jeśli nie wiedział nic o Huginnie i Muninnie. Obserwatorzy zeskoczyli ze swojego miejsca i podreptali bliżej przejścia, nie chcąc się oddalać od strażniczki. Dziewczyna podeszła do podejrzanych drzwi na długość naginaty. Pokazała wszystkim, żeby się cofnęli pod ściany. Tak też zrobili, chociaż nie mieli zielonego pojęcia o co jej może chodzić. Kata zmrużyła oczy, doszukując się czegokolwiek nietypowego.
  - Zwariowała - mruknął któryś z młodszych ludzi. - Przewrażliwiona jest i ty... - przerwał mu dźwięk głuchego uderzenia w hełm. Potem już się nie odzywał, chociaż cały czas patrzył z urazą na towarzysza.
  Muninn załopotał skrzydłami, podnosząc w powietrze kurz, który powoli opadł na ziemię... ukazując cienką żyłkę przecinającą przejście na wysokości pasa centaura. Ekaterina przechyliła łeb, podchodząc krok do przodu. Sięgnęła ostrzem naginaty, pewna, że pociągnięcie uruchomi jakąś zmyślną pułapkę. Członkowie Kocich Łap w całkiem sporej części byli sprawnymi, choć raczej amatorskimi inżynierami. Niebezpieczny mechanizm wcale jej nie dziwił, a jedynie utwierdzał w fakcie, iż faktycznie trafili na jedną z kryjówek złodziejskiej gildii. Gdy jednak już miała przeciąć żyłkę, Huginn znowu zakrakał, od czego dziewczyna aż drgnęła, oglądając się w jego stronę.
  - Nie przecinaj! - szepnął Pamięć, w razie gdyby samo ostrzeżenie Myśli nie wystarczyło.
  Wszyscy obejrzeli się za źródłem głosu, nie chowając już broni. Ekaterina również odwróciła głowę, ale szybko spojrzała z powrotem na kruki, z niedowierzaniem uświadamiając sobie, że jej omamy nie obejmowały tylko wzroku. Za to jednemu ze starszych stażem strażników w oczach błysnęło zrozumienie. Znał ich, to było pewne, i nie zamierzał ignorować ostrzeżeń.
  - Czekaj, Kata - powiedział spokojnie, po czym minął ją i bez lęku ruszył do ciemnego pomieszczenia.
  Ostrożnie uchylił się pod zdradziecką żyłką i rozejrzał się po pomieszczeniu. W końcu dostrzegł niewyraźne, stłumione światło. Pod nim powoli dostrzegał zarysy beczek obłożonych... suchym sianem? Skąd ono tutaj? Podszedł do ściany, próbując wyczuć palcami którędy poprowadzono żyłkę, ale miał już pewne przeczucia, gdzie po niej dotrze. W pewnym momencie wspinała się pod sufit. Na niej, na wysokości ludzkiej twarzy, wisiała zapalona lampka oliwna. Nikt nie dostrzegł światła przez szczelnie ją otulający grupy materiał. Gdyby Kata przecięła żyłkę, lmpka rozbiłaby się na beczkach i podpaliła siano. Mężczyzna z najgorszymi przypuszczeniami podważył wieko jednej z beczek...
  - Słodki Wszechmocny... - mruknął pod nosem.

        - Piętnaście beczek prochu - powtórzył z niedowierzaniem Rauer, strażnik, który przebadał jako pierwszy przemienione w śmiertelną pułapkę pomieszczenie magazynu.
  Zagrożenie zostało już zażegnane. Huginn i Muninn czujnie obserwowali rozchodzącą się straż i tragarzy wynajętych do wyniesienia wszystkich beczek. Oczywiście w pierwszej kolejności zgaszono i odcięto podstępną lampkę oliwną, przez resztę czasu pilnując, by nikt nie próbował oświetlać półmroku jakimkolwiek źródłem ognia. Na miejscu pozostali już tylko Rauer i Ekaterina, przytupująca z nieprzebranego gniewu.
  - Pewnie nawet nie usłyszelibyśmy brzęku szkła - strażnik wydawał się mówić do siebie. - Zdążylibyśmy zobaczyć ogień i zanim ktokolwiek by zwrócił uwagę... cały budynek poszedłby w diabły, razem z nami na przedzie. Resztę przygniotłyby belki...
  - Cały oddział niesprawny przez okrągłe miesiące - podsumowała centaurzyca. - Nie mówiąc już o ofiarach... kto to mógł zrobić? Kocie Łapy?
  Cisi zlecieli z dachu i wylądowali na parapecie okna obok rozmawiających. Kata cofnęła się nerwowo o krok, Rauer za to uśmiechnął się na ich widok.
  - Kocie Łapy nie czają się na cudze życia - zaprzeczył Huginn. - Myślą raczej o cudzych dobrach.
  - Jeśli tak zabić człowieka, to jak go tu okraść ponownie w przyszłości? - dodał Muninn, układając dziobem pióra na skrzydle.
  - Właśnie - zgodził się pierwszy. - Nie opłaca im się to. A gdyby na domiar złego zaczęli ludzi zabijać poza okradaniem... straż chyba nie zajmowałaby się nimi tak niechętnie.
  - Słuszna uwaga - odpowiedział Rauer, po czym przypomniał sobie o istotnym szczególe: - Kata, kupiłaś to, o co cię prosiłem?
  Dziewczyna nie odrywając wzroku od kruków podała mu papierowe zawiniątko. Mężczyzna zaczął je rozpakowywać.
  - Zastanawia mnie, z jakiej racji rozkazujesz mi kupować sobie drugie śniadanie - rzuciła złośliwie centaurzyca.
  - Och, to nie dla mnie - wyjaśnił z uśmiechem Rauer.
  Wyciągnął z papieru słodką drożdżówkę z kruszonką. Cisi Obserwatorzy nagle zapomnieli o całej swojej powadze, wpatrując się w obiecująco wyglądającą bułkę jak para najzwyklejszych głodnych kruków. Strażnik bez pośpiechu zaczął rozrywać ją na małe kawałki i sypać na parapet między nimi. Huginn i Muninn cierpliwie czekali aż odsunie rękę. Dopiero wtedy zaczęli z wdzięcznością pochłaniać wyrazy podziękowania.
  - To raczej niewiele, bo zasługujecie na najgłębszą wdzięczność straży - powiedział Rauer, z zadowoleniem zauważając, że jego podarunek, chociaż niewielki, przyjął się z jak największą pochwałą.
  Ekaterina przyglądała się podejrzliwie dziwnym krukom.
  - Kim jesteście? - odważyła się w końcu zapytać.
  - To Huginn i Muninn - strażnik wyręczył ich w przedstawieniu się. - Drugiej pary gadających kruków chyba w Fortheimie nie ma.
  Dziewczyna uniosła jedną brew. Ton mężczyzny wskazywał, że odpowiedź była oczywista jak słońce, ale jej dalej nie wyjaśniało to wiele. Rauer chyba to zauważył i nie ukrywał zdziwienia.
  - Nie słyszałaś o nich? - zapytał.
  Pokręciła głową.
  - W sumie... jesteś przyjezdną, to by trochę wyjaśniało - stwierdził mężczyzna. - Ale nadal dziwne, że jeszcze ich nie widziałaś. Zwykle przyczepiają się każdego interesującego mieszkańca miasta. Nie żebym próbował cię obrazić - w życiu bym tego nie zrobił - ale centaur w konnej straży musiał przykuć ich uwagę dawno temu...
  - I przykuł - zgodził się granatowooki Pamięć. Myśl nie przerywał jedzenia. - Ale po co się od razu ze swoją ciekawością obnosić? Wcześniej czy później i tak się wszystkiego o wszystkich dowiadujemy.

Ekaterina? Mam nadzieję, że nie zepsułam planów > <

piątek, 25 sierpnia 2017

Huginn i Muninn

Przez cały świat wzdłuż i wszerz, każdego dnia
Lecą Myśl i Pamięć;
Boję się, że Myśl nie podoła lotu,
Ale bardziej obawiam się o Pamięć
Opis
        Kruki były nieodłączną częścią wielu kultów. Pojawienie się kruka w Avrilu od dawien dawna zwiastowało zgubę, a chmary przeklętego ptactwa zapowiadały wojnę i pola zasłane trupami. Natomiast na zapomnianej przez świat północy uznawano je za boskich zwiadowców, setki par oczu, przez które istoty wyższe obserwują poczynania śmiertelników. Odczucie bycia śledzonym przez zwykłe ptaki dzisiaj jest jedynie niewartą uwagi głupotą, ale sporo Fortheimczyków (z reguły właśnie istoty pochodzenia północnego) nadal wystrzegają się kruków z pewnym nietypowym szacunkiem, dyktowanym zarówno strachem jak i podziwem dla służby sprawom wyższym. Samotne ptaszysko jednak nie napędzi nikomu takiego stracha jak dwójka. Fortheimskie kruki z reguły stronią od towarzystwa swojego gatunku, przyzwyczaiły się do samotności przez małą liczebność na tym obszarze. Gdy więc niedaleko ciebie przysiądzie para tychże ptaków, możesz być pewien, że to właśnie Huginn i Muninn.
  Pewnie niejeden raz zdarzyło ci się straszyć gromady ptactwa przesiadujące na parapetach, płotach, wygrzebujące coś z przerw w chodniku. Czy to umyślnie jako dzieciak, czy też przypadkowo jako dorosły, nie myślący zbyt długo nad tym co właśnie zrobił. Płochliwe zwierzęta zrywają się do lotu i nie wracają przez jakiś czas, te bardziej uparte lądują z powrotem na ziemi, gdy tylko dzieciarnia zniknie za rogiem. Jednak gdy na twojej drodze stoją te dwa kruki, to prędzej ty ominiesz je bezpiecznym łukiem, niż one dadzą się przestraszyć miotłą, czy procą. Jeśli jednak dalej na upór będziesz próbował je przepędzić, szybko spotkasz się z szyderczym śmiechem... padającym z czarnych dziobów. Stanowczą większość, nie mającą dotychczas przyjemności spotkania z Huginnem i Muninnem, taka sytuacja zapewne dogłębnie zdziwi, a może nawet przestraszy. W końcu nie na co dzień widuje się gadające kruki, a co dopiero kruki wyśmiewające się z ludzi.
  Jak na istoty postawione dosyć wysoko w mitologii nordyckiej, Huginn i Muninn nie za bardzo przypominają bogów. Tak właściwie to nigdy nimi nie byli - satysfakcjonowała ich rola boskich posłańców, ale niegdyś istniały (a może i dalej gdzieś są) grupy ich wyznawców. O ile w Fortheimie już właściwie nikt nie wierzy w mityczne pochodzenie tej dwójki, o tyle dosyć sporo się o nich mówi. Przez swoje idealne ,,przebranie" i niechęć do przedstawiania się śmiertelnikom, stali się swoistą ,,miejską legendą" Fortheimu. W mieście opowiada się o dwójce upadłych bóstw strzegących miasta pod postacią kruków, ale kto by w to wierzył? Trzy na cztery osoby znające tą historię wykorzystują ją do żartowania z podróżnych i zmuszania dzieci do posłuszeństwa. Tym bardziej spotkanie z prawdziwymi mitycznymi krukami dla rodzonego fortheimczyka będzie sporym szokiem, jeśli mama całe dzieciństwo mu powtarzała ,,Nie rozrabiaj, bo Huginn i Muninn to zobaczą i mi o tym doniosą!". Szydercze ptaszyska może i faktycznie są świadkami właściwie każdego istotnego dla miasta wydarzenia i skrycie wtrącają się w wymiar sprawiedliwości, ale skarżenie na kogoś z powodu rozbitej donicy zdecydowanie leży poniżej ich godności.
  Z wyglądu również nie umywają się do majestatycznego Sleipnira czy przerażającego Fenrira. Są po prostu dwójką kruków. Jedynym co może rzucić się w oczy jest odcień piór: obaj wydają się nieco bledsi od normalnych przedstawicieli swojego gatunku i jakby bardziej... zniszczeni. Ciężko znaleźć inne słowo - ze swoimi postrzępionymi, matowymi piórami wyglądają, jakby czas im nie służył. Muninn często na to narzeka, biadoląc coś o ,,wraku dawnego siebie", dopóki Huginn nie doprowadzi go do porządku. Jak się można domyślić, najprościej rozróżnić ptaki po charakterze. Ich zachowanie przywodzi na myśl dwójkę aktorów. Huginn wychodzi na scenę z zamiarem improwizacji, ale jest pewien siebie i nie obawia się porażki, bo zawsze może z niej wybrnąć dzięki braku ograniczeń w repertuarze. Za to Muninn, pomimo wyuczonej wcześniej kwestii, stąpa raczej ostrożnie, by się przypadkiem nie przejęzyczyć i nie zrobić z siebie pośmiewiska. Z ich dwójki to zawsze Huginn odzywa się jako pierwszy, pusząc dumnie pierś, co drugiemu, przez większość czasu trzymającemu głowę niżej, w żaden sposób nie przeszkadza. Jeśli jednak jesteś leniwy lub pozbawiony zdolności wyłapywania subtelnych różnic w zachowaniu, kieruj się barwą głosu - Muninna jest nieco wyższa, a Huginn na dodatek odzywa się głośniej (czasami wręcz nieadekwatnie głośno do sytuacji).
  Kruki, zwane także Cichymi Obserwatorami, były świadkami wielu ciężkich decyzji. Pojawiają się nawet podczas procesów sądowych. Obecność tej dwójki na parapecie twojego domu z reguły oznacza, iż masz problemy natury mentalnej - ciężki dylemat, kryzys wiary, trudność z odkopaniem istotnych wspomnień. Odkąd stracili swoją poprzednią posadę, Huginn i Muninn przykazali sobie pomagać śmiertelnikom w podejmowaniu słusznych decyzji i przełamywaniu wewnętrznych sporów. Nikt nie wie jak, ale kruki z łatwością rozpoznają natury ludzkich problemów i doskonale wiedzą, kiedy powinny ingerować. Nierzadko robią to stojąc całkowicie z boku, nie dając nawet znaku o swoim udziale. Sama ich obecność oddziałuje na ludzi niczym magiczna aura. Imiona czarnopiórych, oznaczające ,,Myśl" i ,,Pamięć", nie są w końcu przypadkowe: bliskość Huginna dodaje sił w myśleniu, pomaga poszukiwać nowych pomysłów, a Muninna - odświeża wspomnienia.
  Chociaż przez większość czasu pozostają z boku i jedynie obserwują, Cisi (ironicznie) są wyjątkowo gadatliwi, jeśli trafią na godną zainteresowania osobę. Przy okazji są też uparci i przyczepiają się jak rzepy psiego ogona. Mają specjalny talent do wyprowadzania ludzi z równowagi, nierzadko specjalnie podpuszczając rozmówcę do bezsensownej irytacji. A ponieważ pochwycenie któregoś z nich graniczy z cudem, żaden z nich nie musi się czegokolwiek obawiać. Huginn i Muninn bez lęku poruszają każdy temat, pozostając przy tym tak samo bezstronni i szczerzy do bólu. Jeśli szukasz całkowicie obiektywnej opinii, ciężko o lepszych krytyków, niezależnie, czy pytasz o przedmiot, sytuację, czy samego siebie. Wbrew zdaniu reszty świata, Myśl i Pamięć potrafią udzielać pozytywnej opinii. Po prostu rzadko kiedy zdarza im się oceniać coś, co nie wymaga żadnej poprawy. W końcu na świecie nie ma nic idealnego, czy to rzecz...czy żywa istota. Rozmawiając z nimi musisz być bardzo uważny - jedyne co mówią wprost, to właśnie ich opinie i złośliwości. Jeśli prosisz ich o pomoc w rozwiązaniu problemu, musisz pamiętać, że nigdy nie podadzą ci odpowiedzi wprost, chociaż wszystko wskazuje na to, jakoby znały wyjaśnienie wszystkiego. Kruki, wbrew pozorom, nie wykonują swojego zadania dla ułatwiania ludziom życia. Pomogą ci, ale poprzez wskazówki, wyciągnięcie na wierzch odpowiednich szczegółów. Wskażą ci odpowiedni kierunek na rozdrożu, a odpowiedź na swoje wątpliwości odnajdziesz sam.

Song Theme

 Relacje z innymi postaciami
        Cisi Obserwatorzy, jak wskazuje ich zacne miano, z reguły wolą pozostawać z boku i nie mieszać się w sprawy śmiertelników. Tym sposobem wiedzą właściwie wszystko o wszystkich, ale nikt nie zakłóca ich spokoju. Jednakże przebywanie wśród mieszkańców Fortheimu nieco ich zmieniło przez te wszystkie lata. Nabrali swego rodzaju towarzyskości, ale ogranicza się ona do szczególnych, wartych uwagi osób. Co ciekawe, Huginn i Muninn mają swoje ulubione miejsca, które odwiedzają niemal stale przez wzgląd na lubianych przez nich ludzi. Jednak fakt, że oni darzą kogoś sympatią, wcale nie oznacza, iż jest ona odwzajemniona. Owi śmiertelnicy zapewne mają coś na sumieniu, dręczy ich jakieś wspomnienie lub myśli, którymi niekoniecznie chciałby się dzielić z resztą świata. I pewnie zdają sobie sprawę, że Myśl i Pamięć są jedynymi powiernikami jego tajemnic. A przecież żaden człowiek nie lubi tego, co może mu zaszkodzić, i to czasem wyjątkowo poważnie. Chociaż Huginn i Munnin nie zwykli plotkować, nikt im w to nie wierzy. Nie wyglądają jednak, jakby się tym przejmowali.

Inne
  - Są absolutnie nierozłączni. Nic nie zmusi jednego do porzucenia drugiego, a jeśli już... to znak, że wydarzyło się coś naprawdę poważnego.
  - Jest jeszcze jeden drobny szczegół mogący pomóc w rozróżnieniu dwójki kruków. Mianowicie oczy - jeśli przyjrzysz im się wystarczająco długo, dostrzeżesz, że nie są wcale czarne. Ślepia Huginna mają odcień bardzo ciemnej czerwieni, a Muninna - błękitu. Poznać to można właściwie jedynie gdy odbije się w nich światło. Mało osób zwróciło na to uwagę. Wymaga to raczej bliższej znajomości z Cichymi, w innym wypadku nie będą siedzieć blisko ciebie w bezruchu przez dłuższy czas.
  - Z racji, iż są po prawdzie bezdomni, Myśl i Pamięć co noc szukają dla siebie schronienia. Najczęściej znajdują je właśnie u swoich znajomych (czyt. ludzi, którzy nie wyrzucają ich z domów przed rankiem) i przeważnie nie informują gospodarzy o swojej obecności. Na szczęście rzadko siedzą w tym samym miejscu dwa razy pod rząd, więc nie musisz się martwić o to, że zamieszkają z tobą na stałe.
  - Raczej się do tego nie przyznają wprost... ale to mistrzowie w kradnięciu śniadania. Upodobali sobie zwłaszcza kanapki z szynką. Mogą też okazać się dosyć przekupni, jeśli ktoś przedstawi im odpowiednio smakowity argument.